WywiadyRSS

Wywiad z podróżnikami Anną i Krzysztofem Kobus

Dziecko jest dodatkowym wiatrem w żagle. Nie jeździ się z małymi dziećmi w podróże po to, by się rozwijały, tylko dlatego że rodzice kochają podróże. Anna i Krzysztof Kobus zabierają dzieci w podróż od pierwszych miesięcy ich życia.

Wywiad z podróżnikami Anna i Krzysztofem Kobus

Na spotkanie z podróżnikami Anną i Krzysztofem Kobusami zaprasza Anna Paczuska. Wywiad przeprowadzony w grudniu 2009 roku.

Happytv.pl: Kiedy byli mali, odkrywali nieznane lądy wodząc palcem po mapie. Swoje dzieci zabrali w podróż bardzo wcześnie.
Anna i Krzysztof Kobus: Rodzina młodych podróżników mówi, że będzie miała dziecko. To pierwsze, co słyszy zyg, zyg…  skończyło się wam podróżowanie.
Happytv.pl: Chcieli, by pokój ich synków stał się większy niż pokój z zabawkami.
Anna i Krzysztof Kobus: Dziecko nie jest kotwicą. Jest dodatkowym wiatrem w żagle.
Happytv.pl: Chłopcy znaczyli mapę własnymi dokonaniami.
Krzysztof Kobus: Pierwsze dwa zęby – pamiątka z Birmy – Mandalaj.
Happytv.pl: Jak to jest, gdy uczestnik wyprawy ma cztery tygodnie, kilka miesięcy, półtora roku?
Anna i Krzysztof Kobus: Nie jeździ się z dziećmi po to, żeby się lepiej rozwijały. To jakaś bzdura. My jeździmy, bo kochamy podróże.

Wywiad z podróżnikami Anna i Krzysztofem Kobus

RUSZAMY W PODRÓŻ

Anna Kobus: Podróżowaliśmy praktycznie od zawsze. Jeszcze jak nie byliśmy razem, potem no cóż, taki mamy zawód, że jesteśmy fotografami od krajobrazu, od wydarzeń z ciekawymi ludźmi, ale znowu takich, które dzieją się gdzieś tam w krajobrazie, gdzieś w Polsce, gdzieś w świecie. No i wypadałoby kontynuować nasza pracę również po urodzeniu pierwszego, a potem drugiego dziecka. To znaczy nie tyle, by wypadało, co stanęliśmy przed alternatywą…
Krzysztof Kobus: Chcieliśmy, bo kochamy to, co robimy.
Anna Kobus: Albo mama zostaje z dziećmi w domu, a tata idzie na łowy – ale mi by było smutno – ale być może wygodniej, albo jedziemy razem. Chcieliśmy zobaczyć, jak to będzie. Pierwszy chrzest bojowy był, kiedy Michaś miał…
Krzysztof Kobus: Jeden miesiąc.
Anna Kobus: Cztery tygodnie. Pojechaliśmy do Kalwarii Zebrzydowskiej. Pracowaliśmy nad albumem „Polska wielu kultur” i wtedy właśnie z tym jednomiesięcznym dzieckiem pojechaliśmy zobaczyć. Pierwsza, eksperymentalna wyprawa.
Krzysztof Kobus: Ania była spanikowana – ja udawałem, że jestem siłą spokoju, ale też duża niepewność, co to będzie.
Anna Kobus: Bo przecież takie malutkie dzieciąteczko, a był marzec, zimny marzec – oczywiście wszyscy mówili, ze zwariowaliśmy – no jak można takie małe dziecko gdzieś ciągać. A później, już w perspektywie kolejnych wyjazdów, okazało się, że trzeba zacząć jeździć z jak najmniejszym dzieckiem, bo taki mały zbójek jest naprawdę idealnym partnerem w podróży.
Krzysztof Kobus: Może nie tyle trzeba, co naprawdę wygodnie się podróżuje z małym dzieckiem.
Anna Kobus: Jeżeli ktoś lubi podróżować i urodzi mu się dziecko, niech odczeka ten miesiąc – bo trzeba – niech zrobi przegląd dzidziusia u pediatry i w tym momencie niech po prostu rusza, rusza na te swoje ulubione szlaki.
Krzysztof Kobus: Okazuje się, że jeżdżenie z maluszkiem jest fajne. Maluszek jak ma suchą pieluszkę, pełen żołądek, blisko mamy, blisko taty – jest spokojny, jest pogodny, uśmiechnięty. Wbrew katastroficznym wizjom, że to mały potworek, który się ciągle drze i czegoś się domaga, on tak naprawdę jest zadowolony. Jest w podróży z nami, a my mamy ten komfort, że możemy pracować razem i możemy pracować z dziećmi.

Wywiad z podróżnikami Anna i Krzysztofem Kobus

CHUSTA PATENTEM NA PODRÓŻ

Anna Kobus: Przy Michałku nawet nie wiedziałam, że istnieje coś takiego jak długa chusta. Na początku usiłowałam go nosić tak, jak to robią kobiety w Azji czy w Afryce, czyli na plecach za pomocą kawałka długiego materiału, ale nie bardzo mi to wychodziło. Brakowało mi kogoś, kto by mi pokazał jak to robić. Dziś wiem, że jest to banalnie proste. Kiedy odkryliśmy długą chustę – to było przy Stasiu – to tak naprawdę od czwartego dnia życia dziecko było noszone w tej chuście i okazało się, że jest to absolutnie genialna forma transportu dzieci i tak naprawdę bliskiego kontaktu z dzieckiem.
Krzysztof Kobus: Ja na początku zachowywałem się jak typowy europejczyk: zachowawczy, konserwatywny taki bardzo i mówię tak: „Ania, tylko wkładaj dziecko do chusty nie nad jakimś betonem, nad trawniczkiem jakimś, nad trawniczkiem”.
Anna Kobus: Krzysiu był trochę przerażony, że dziecko w końcu kiedyś wypadnie z tej chusty, ale okazało się, że jest to naprawdę fantastyczny środek transportu dzieci. Niestety wielu producentów nie informuje, że noszenie dzieci twarzą do świata nie jest dla nich wygodną i dobrą pozycją. Myśmy o tym nie wiedzieli. Staś w czasie pierwszej naszej egzotycznej wyprawy bywał tak noszony. To nie jest coś, co sprawia dziecku jakiś większy problem, niemniej takiej pozycji należy unikać.  Dziecko wtulone w mamusię jest naprawdę dużo spokojniejsze. Na Bali dzieci przez pierwsze pół roku w ogóle nie dotykają ziemi, są cały czas noszone. Tam porada: „Nie noś dziecka, bo się przyzwyczai” – potraktowali by człowieka jak jakiegoś totalnego wariata który nie wiadomo, po co ma dzieci. Po co mieć dzieci jak nie po to, żeby je nosić, przytulać, całować. Byliśmy w Tunezji. Tamtejsze kobiety cmokały z zachwytu. Niby biała kobieta, a umie porządnie nosić dziecko. Bardzo im się to podobało. W Rumunii też robiliśmy furorę. Stasio miał już wtedy dwa latka i naprawdę wszyscy byli zachwyceni. Jak fajnie można nosić takie małe dziecko, a kiedy się chodzi z dzieckiem, ten chód bardzo uspokaja. Naprawdę wyrosło nam bardzo spokojne i mało płaczliwe dziecko. Myślę, że to też zasługa chusty.

Wywiad z podróżnikami Anna i Krzysztofem Kobus

KARMIENIE I PRZEWIJANIE

Anna Kobus: Karmienie dzieci piersią jest najzupełniej normalnym procesem, który nigdzie w Azji czy w Afryce nie budzi jakichś specjalnych emocji. To jest normalne, że się te dzieci karmi, ale jeśli robi to biała kobieta z białym niemowlakiem, to już niej jest to takie zwyczajne. W związku z czym, jest to bardzo ciekawe. Tam nie ma telewizji. Tam wszystko jest telewizją, dlatego bywały sytuacje, że Krzyś fukał na mnie: „No poszłabyś w jakiś kąt nakarmić, a nie po prostu taki tłum się na Ciebie patrzy!” Mi to specjalnie nie przeszkadzało, ale dobrze. Mąż prosi, żona słucha. Było tak np. w Birmie, że ja się zaszywałam w kącik klasztoru, siadałam po cichutku na jakimś kamyku, brałam Stasia żeby go nakarmić, a ktoś mnie zobaczył i wrzeszczał na cały klasztor: „Ludzie! Biała kobieta dziecko karmi! Chodźcie!” I po prostu tłum przychodził, a kiedy podbiegł Michaś i się okazało, ze jest jeszcze jedno dziecko: „Ludzie! Dwójka małych dzieci!” I już za chwile z pięćdziesiąt osób sobie stało, komentowało z pełną życzliwością, bez żadnej agresji. Było to bardzo miłe.
Natomiast jeszcze śmieszniej było z przewijaniem. To też jest sytuacja, która dopada człowieka w najmniej spodziewanym i oczywiście najmniej sensownym momencie. W różnych miejscach przewijaliśmy. Natomiast moje postrzeganie świata, kiedy patrzę sobie na zdjęcia, wygląda zupełnie inaczej. Patrzę na zdjęcia i widzę wschód słońca nad świątynia Angkor Wat, która jest takim mistycznym doznaniem. To był moment, kiedy obaj chłopcy zrobili kupy w pieluchy, a ja miałam podwójna pracę do wykonania. Wschód słońca – ok, zostawmy to innym. Ja na razie mam swoje zadania, z którymi muszę się uporać. No ale cóż, jest to taka dodatkowa, niezbyt wygórowana cena za możliwość bycia z dziećmi w tych wszystkich fascynujących miejscach.

 

DOBRE I ZŁE KIERUNKI

Anna Kobus: Są takie kierunki i takie rodzaje wypraw, które nie nadają się na podróż z dziećmi. Jeśli to jest para speleologów, która będzie bić rekordy w zdobywaniu jakiś jaskiń, to do jaskini dziecka nie zabierzemy. Tak samo w wysokie góry dziecka nie zabierzemy, aczkolwiek jeśli ustalimy, ze jedno zostaje na dole w bazie z dzieckiem, a drugie zdobywa szczyt, to już jest jak najbardziej realne. Alaska lub Skandynawia zimą to nie jest miejsce gdzie my i maluch będziemy szczęśliwi, dlatego że przewijanie dziecka jak jest zimno, śnieg, wieje, a my jesteśmy na dworze, dla nikogo nie będzie przyjemne. Ale jest wiele krajów, w tym też tropikalnych, gdzie z dzieckiem jak najbardziej można pojechać.
Krzysztof Kobus: Gorąco polecamy takie kierunki azjatyckie jak Indonezja – bajka! Są wyspy koralowe, gdzie woda o temperaturze powietrza, czyli grubo powyżej 30 stopni. Możemy sobie leżeć z dzieckiem na białym piaseczku. Plaże Kambodży – puste, niezmanierowane. Wietnam – bajka.
Anna Kobus: Ale Londyn też jest dobrym kierunkiem, ponieważ z małym dzieckiem warto wybierać kierunki oblężone turystycznie, bo to daje nam gwarancję infrastruktury.
Krzysztof Kobus: Tak, ale nie te tajlandzkie mekki turystyczne, gdzie szczerze powiedziawszy, plaża… hmm… no niezbyt zachęca do tego, żeby dziecko tam położyć. My zawsze staramy się myszkować po jakiś tam mniej oklepanych kierunkach turystycznych.
Anna Kobus: Nie powiesz Krzysiu, że Bali to nie jest oklepane turystycznie miejsce.
Krzysztof Kobus: No jest, ale Bali chcieliśmy sobie zobaczyć, bo wypada zobaczyć, tak jak piramidy, natomiast dziesięć dni spędziliśmy np. na wyspach Gili, które są trzema malutkimi wysepkami, no ale genialne. Nawet samochodu nie ma żadnego.
Anna Kobus: Myślę, że jeżdżąc z dzieckiem, trzeba wybierać takie miejsca, gdzie jest dużo natury. Natura, zwierzęta – to jest to, co się zawsze dzieciom będzie bardziej podobało niż wielkie miasto, wiec to jakoś te kierunki, programy, trzeba dobierać pod kątem dzieci. Bardzo wiele osób uważa Indie za taką ikonę egzotycznego kraju, gdzie koniecznie trzeba pojechać, natomiast jest to kraj, który według mnie jest jednym z ostatnich na liście do podróżowania z dziećmi. Jest to kraj dosyć brudny. Tam faktycznie wiele z tych strasznych, nietajnych chorób tropikalnych występuje i my cały czas te Indie sobie odkładamy na przyszłość.

Wywiad z podróżnikami Anna i Krzysztofem Kobus

ZDROWIE W PODRÓŻY


Anna Kobus: Oczywiście, trzeba dosyć dokładnie przeczytać rozdział w przewodniku dotyczący zdrowia. Zwykle jest tak, że jak ja przeczytam, to mam ochotę odwołać cały wyjazd. To jest niebezpieczne, świat jest niebezpieczny – zostajemy w domu. Potem, na szczęście, mi przechodzi. Chłopcy mają komplet szczepień, przy czym wiele z tych szczepień przydatnych jest również w Polsce, a więc maja żółtaczkę pokarmową – jest to szczepienie, które zabezpiecza na dwadzieścia lat. Myślę, że po przyjęciu odpowiednich dawek, daje odporność nawet na całe życie. Jest to szczepienie, które czy to przy wyjeździe do Europy, czy krajów śródziemnomorskich, czy w egzotykę, czy w Polsce, zawsze może się przydać.
Krzysztof Kobus: Tak naprawdę, te magiczne żółte książeczki, one w większej części są przydatne u nas w kraju, chociażby coś, o czym już dorośli zapominają podróżnicy – zaktualizować szczepienie na tężec.
Happytv.pl: Pamiętaj! Szczepienie przeciwko żółtaczce pokarmowej, zwanej chorobą brudnych rąk, przyda się zawsze i w każdym klimacie, także w Polsce.
Anna Kobus: Dzieci tężec mają szczepiony według kalendarza szczepień, ale na egzotyczne wyjazdy doszczepiamy im także dur brzuszny. Jest to szczepienie dające odporność na trzy lata. Daje poczucie bezpieczeństwa, że zrobiliśmy wszystko co w naszej mocy, aby je zabezpieczyć.
Happytv.pl: Pamiętaj! Przed egzotyczna podróżą zaszczep dziecko przeciwko durowi brzusznemu, zwanego dawniej tyfusem. Można się nim zarazić np. pijąc brudną wodę, czy jedząc niemyte owoce.
Anna Kobus: Jeżeli tak się zdarzy, że jesteśmy w kraju, w którym występuje malaria, to wtedy nie ma wyjścia – trzeba stosować chemio profilaktykę. My zdecydowaliśmy się na Malarom jako na lek najnowszej generacji. Jest Malarom junior, który można podawać dzieciom. Oczywiście idealnym jest przebywać w kraju, w którym nie ma malarii. Staramy się też jeździć – nawet jeśli w danym kraju występuje malaria – wtedy, kiedy ryzyko zachorowania jest absolutnie minimalne. Stosujemy też moskitiery, repelenty, wszystko co wymyślono żeby uchronić się przed ukąszeniami komarów, jednak jakieś ryzyko jest zawsze. Stosując rozsądną chemioprofilaktykę, jesteśmy w stanie to ryzyko zminimalizować. Oczywiście malaria jest takim koronnym argumentem przeciwko wyjeżdżaniu z dziećmi w ciepłe kraje, ale należy pamiętać, że z perspektywy człowieka mieszkającego np. w Stanach Zjednoczonych, Polska jest potwornie niebezpieczna. Woda nie nadaje się do picia, w lesie grasuje wścieklizna, w Bałtyku bywają sinice, kleszczowe zapalenie mózgu – mój Boże – rota wirusy, które dziesiątkują dzieci w przedszkolach – i nagle się okazuje, że nie zdajemy sobie sprawy w jak niebezpiecznym kraju żyjemy, więc to też jest tak, że przed wyjazdami się bardzo boimy, panikujemy, po czym przyjeżdżamy na miejsce i okazuje się, ze tam są ludzie, mają dzieci. Jest normalnie. Ryzyko zachorowania pokarmowego można likwidować w ten sposób, żeby pilnować, co dziecko je, przemywać mu te ręce: właściwie podstawowe zasady higieny, które stosujemy także w Polsce.

Wywiad przeprowadziła Anna Paczuska w grudniu 2009 roku dla happytv.pl.

<< powrót

« poprzedni artykuł następny artykuł »

Skomentuj ten artykuł

Wyraź swoją opinię na ten tego artykułu.



Wasze komentarze (1)

JolkaData dodania: 2013-10-29 01:31:30

Witam,
Poszukuję Krzysztofa Kobusa syna Zbigniewa Kobusa ur. 1.6.42 w Konarach.

Chcesz być na bieżąco?
Zapisz się do naszego newslettera.