WywiadyRSS

KATARZYNA OBARA

Katarzyna Obara – dziennikarka i prezenterka telewizyjna. Od 3 lat jest szczęśliwą żoną, a od ponad 2  – spełnioną mamą małej Zuzi. Katarzyna Obara – dziś młoda mama – już w wieku 17 lat zaczęła pracę we Wrocławskim Ośrodku Telewizji Polskiej. Na początku prowadziła programy informacyjne, później informację zamieniła na rozrywkę i została jedną z twarzy telewizyjnej „Dwójki” programu „Pytanie na śniadanie”. Na potrzeby swojego macierzyństwa stworzyła kilka teorii, których słuszność udowadnia w praktyce. Jakich? Tym razem pytać będziemy my.

 Wywiad przeprowadziła Paulina Drażba w lipcu 201r.

 

KATARZYNA OBARA

O pracy w telewizji

 

HappyTV.pl: Moim gościem jest Katarzyna Obara – dziennikarka, prezenterka telewizyjna… Nie widziałyśmy się ponad rok, co u Ciebie słychać?

Katarzyna Obara: Chyba nawet więcej… W pierwszych tygodniach ciąży zupełnie się wyłączam… Bardzo dobrze mi to zrobiło…. Więc… Zuzia ma dzisiaj 14 miesięcy, a ja jestem szczęśliwą mamą.

HappyTV.pl: A co się zmieniło w Twoim życiu zawodowym?

Katarzyna Obara: To, że – na własne życzenie – zrezygnowałam na chwilę, postanowiłam odpocząć. Patrzę na telewizję z boku, przyglądam się, jest fajnie…

HappyTV.pl: Jak ja Ciebie obserwowałam w telewizji, to Ty zawsze byłaś zapracowana, dynamiczna, nigdy „nie było dosyć tej roboty”, zawsze chciałaś więcej, więcej…

Katarzyna Obara: I to jest… I teraz zaczynamy mówić o tym, jak to dziecko cudownie zmienia optykę.

HappyTV.pl: No właśnie…

Katarzyna Obara: Rzeczywiście było tak, że ja mogłam nie wychodzić z pracy – bardzo mnie to rajcowało, że coś się tworzy, ktoś przychodzi, możesz kogoś zaprosić, wymyślić temat, zrealizować i tak dalej… No i potem, w pewnym momencie się okazało, że jestem w ciąży i jakoś tak… przestało to być ważne…

HappyTV.pl: Miałaś ten instynkt macierzyński już od dawna?

Katarzyna Obara: Nie, nie… To znaczy nigdy nie miałam czegoś takiego, żeby zaglądać komuś do wózka, powiedzieć: „Jaki piękny dzidziuś”… W ogóle mnie to nigdy nie kręciło. Ale rzeczywiście, jest coś takiego chyba w tym, że to się gdzieś rodzi razem z dzieckiem, i to też nie od pierwszego momentu, taka wiesz – magiczna chwila o tym, że się dostaje dziecko i nagle jest wybuch euforyczny miłości… To też można między bajki włożyć, moim zdaniem, bo… To jest wszystko kwestia indywidualna – są kobiety, które rzeczywiście, są stworzone tylko do tego, żeby być mamami, natomiast są takie, które realizują się w ten sposób, natomiast nie są „mamunistkami”, jak ja to nazywam – czyli nie są skrzyżowaniem mamy z komunistką, tylko są po prostu zdrowo myślącą kobietą, dla której dziecko jest osobną jednostką żyjącą, które ma pod opieką. I ja rzeczywiście, kocham bardzo moją córkę, natomiast… Ona śpi od początku, od urodzenia w osobnym pokoju, nigdy nie spała z nami w łóżku. Kładzie się właściwie bez żadnych większych ceregieli, ponieważ tak jest przyzwyczajona od urodzenia…

HappyTV.pl: Cudne dziecko!

Katarzyna Obara: (śmiech)

HappyTV.pl: Jak Ci się takie udało?

Katarzyna Obara: Wiesz, co, myślę, że duży wpływ na to, ma rzeczywiście to, że podczas ciąży człowiek sobie ogranicza stresy. I ja rzeczywiście – właściwie chyba od 6-tego tygodnia, kiedy dowiedziałam się, że jestem w ciąży – położyłam nogi na kanapę do góry, leżałam sobie na kanapie i mówię sobie: „No, to teraz jest mój czas”. I rzeczywiście wykorzystałam go na to, żeby przygotować się psychicznie też bardzo – i wyciszyć. Żeby z tego właśnie szybko pędzącego telewizyjnego pociągu przesiąść się na kolejkę, która jedzie tak: „pyr, pyr, pyr… pyr, pyr, pyr…” (śmiech).

HappyTV.pl: Tak naprawdę jesteś spełnieniem marzeń – myślę, że wielu kobiet, bo nie tylko moim – przed tą trzydziestką: wychodzimy za mąż, rodzimy dziecko i w ogóle zmienia się kompletnie… Najpierw jest kariera i marzenia, spełnianie siebie zawodowo, a potem właśnie ten taki „inny” etap, po trzydziestce, już takie spokojne życie…

Katarzyna Obara: Rzeczywiście, ja zaczęłam pracę w telewizji, jak miałam… Może „pracę” za dużo powiedziane – współpracę z telewizją, jak miałam 17 lat, i w wieku 19 lat dostałam etat. Chyba byłam jedną z najmłodszych osób z etatem wówczas w Telewizji Polskiej. I rzeczywiście to była taka praca, która była moją pasją – ja potrafiłam przyjechać do pracy na pierwszy dyżur na 6-tą rano i wyjść, o 22: 30, bo wtedy pracowałam w informacjach. I taki był tryb pracy, i w ogóle mnie to nie męczyło. Uważałam, że po prostu tak ma być, należy się… Zainwestować czas, by później można było ten owoc jakoś wykorzystać… I rzeczywiście, wzięłam ślub miesiąc przed moimi 30-tymi urodzinami. Mój mąż mówi, że jeszcze wziął „20-tkę” (śmiech). No i co – później właściwie książkowo: rok po ślubie, po 10 czy 11 latach znajomości, urodziła się Zuzia. W związku z tym – gdzieś tam to rzeczywiście idzie swoim torem, i chyba też tak powinno być, myślę sobie, że ten czas, taki po urodzeniu dziecka, warto mieć dla siebie. To znaczy podziwiam kobiety, które wracają do pracy 5 dni po porodzie, z dzieckiem po prostu tu w chuście, i mówią: „Fajnie jest”… Natomiast uważam, że to jest taki czas, który gdzieś tam potrzeba chyba zostawić, żeby móc później fajnie to wspominać… I chyba tak powinno być…

 

Na żaglach dowiedziałam się o ciąży

 

HappyTV.pl: Mówisz, że w 6. tygodniu dowiedziałaś się, że jesteś w ciąży. Pamiętasz ten moment? Poszłaś do lekarza?

Katarzyna Obara: Pamiętam ten moment, ponieważ parę dni wcześniej było wesele mojej siostry, na którym ja nie piłam alkoholu. Nie wiem, dlaczego… Przecież zwykle jakby… Zakończenie dnia lampką wina jest dla mnie naturalną koleją rzeczy. A na tym weselu po prostu siedziałam przy stole zastawionym jedzeniem, winem itd. i w zasadzie czułam, że chyba jestem nie na miejscu tutaj, że w ogóle nie wiem, o co chodzi. Mimo, że to jest wesele mojej siostry i wszystko powinno być cudownie. I to było w sobotę, a w kolejną sobotę wyjeżdżaliśmy na żagle, jak zwykle, co roku, ponieważ ja żegluję, bardzo to lubię… Ale mówię: „A, w międzyczasie zrobię test!” I się okazało, że jestem w ciąży. I na tych żaglach, to było najgorsze żeglowanie w moim życiu. Bo nie dość, że ja się czułam – stojąc na ziemi – jak na statku, to jeszcze… „Podwójnie stałam na statku”. W związku z tym, nasze żeglowanie wyglądało wtedy tak, żeby tylko wypłynąć z portu, potem dopłynąć do drugiego portu, bo Kasia musi znaleźć grunt pod nogami. I to był koszmar, koszmarny był ten początek. I tak się dowiedziałam. Ale później, jak już wróciłam z tego urlopu – wcześniej zaplanowanego – to powiedziałam, że to chyba dość, zwłaszcza, że miałam też jakieś powody medyczne, o których nie chcę mówić… Żeby nie stresować się, nie chodzić do pracy, skupić się troszkę na siebie… Jak mówi lekarz, „prowadzić higieniczny tryb życia”. W związku z tym, bardzo mi to wszystko razem pomogło, i efekt jest taki, że Zuzia śpi całą noc od 6 tygodnia życia, odkąd się urodziła. W związku z tym… Chyba skutkuje…

HappyTV.pl: Dowiedziałaś się, mówisz, co się działo…, Ale co czułaś, co było w Tobie? „Ojejku, ja i dziecko, przecież ten obrazek w ogóle do siebie nie pasuje…”

Katarzyna Obara: Miałam takie sprzeczne bardzo uczucia, bo na początku… no gdzieś tam, nie ukrywam, na pewnym etapie już naszego związku myślałam o tym, czy myśleliśmy o tym, że… A może warto by kogoś, nie tylko coś, po sobie zostawić… A poza tym, byłoby fajnie, gdyby nas coś łączyło – poza tym, że mamy wspólnego psa, na przykład…

HappyTV.pl: A ten pies pojawił się niedługo przed macierzyństwem…

Katarzyna Obara: Tak, tak… I jest też taka teoria, która o tym mówi, że jak para już ma psa, to następne już jest dziecko… (śmiech) Aczkolwiek jest to zupełnie inna filozofia życia. I miałam takie sprzeczne uczucia: „Ojej, czy ja dam radę...”, „Dziecko – kurczę, to jest jednak dożywocie…” I na początku czułam się nieswojo, ale jak jesteś jakby „ze sobą” i masz szanse pobyć ze sobą przez jakiś tam czas, to wszystko gdzieś tam się układa. I się poukładało. Rzeczywiście było tak, że ja na pierwszym USG zobaczyłam… Maszyna pokazała, że termin porodu jest 7 kwietnia… I ja się tak wewnętrznie zaprogramowałam na 7 kwietnia, że ja poszłam do szpitala 7 kwietnia o 7: 30 i o dziewiątej Zuzia już była na świecie… Zaplanowałam – urodziłam. Dzień wcześniej jeszcze byłam u kosmetyczki, zrobiłam manicure, pedicure – przecież nie mogę tam po prostu pójść, prawda? (śmiech). I rzeczywiście – tak się zaprogramowałam wewnętrznie, że później poszło jak z płatka. I pamiętam, że to był tydzień przed Wielką Nocą. Wróciłam ze szpitala w Wielki Piątek, w Wielką Sobotę przygotowywałam śniadanie wielkanocne dla całej mojej rodziny (14 osób) … I pięciodniowa Zuzia leżała obok w łóżeczku. 

HappyTV.pl: A komu powiedziałaś pierwszemu, kto dowiedział się pierwszy, zaraz po Tobie? Mąż, czy może jednak mama?

Katarzyna Obara: Mąż, który jest ginekologiem (śmiech). Ale nie moim!

HappyTV.pl: I jakie były Jego odczucia?

Katarzyna Obara: On bardzo chciał. Mam wrażenie, że to gdzieś tam realizuje jego plan też.

HappyTV.pl: A dlaczego Twój mąż nie jest Twoim ginekologiem?

Katarzyna Obara: Bo mu nie pozwoliłam na to. To znaczy generalnie już nie pracuje w zawodzie, odkąd się poznaliśmy 11 lat temu, jakoś tak powoli go „wycofałam” z tych zajęć. Z takiej kobiecej zazdrości…

 

Przygotowania do pojawienia się Zuzi.

 

HappyTV.pl: Dowiedzieliście się, wiemy… Jakie były wasze uczucia no… Ale jeszcze te 9 miesięcy… Jak to przebiegało?

Katarzyna Obara: Pierwsze miesiące źle. Klasycznie, książkowo, fatalnie. Właściwie mogłam nie wstawać z łóżka cały dzień. Rzeczywiście po tych 3 miesiącach, jak ręką odjął się to skończyło i zaczęłam funkcjonować bardziej świadomie, można tak powiedzieć. Generalnie prowadziliśmy normalny tryb życia. Znajomi, wyjazdy, przyjaciele, ale cały czas pod opieką lekarza, miałam go pod ręką, w razie czego. I przygotowywanie. Najpierw psychiczne, a potem już takie logistyczne. Łóżeczko, pokój, mebelki, wanienka. Nie sądziłam, że dziecku, małemu człowiekowi, potrzebne jest aż tyle rzeczy, po prostu. Nie wiem, jak to kiedyś się odbywało. Generalnie uważam, że ten, kto wynalazł pieluchy jednorazowe, powinien dostać nagrodę Nobla. Jak ja sobie przy tym codziennym życiu z dzieckiem wyobraziłam, że po tym dniu masz ileś tych pieluch tetrowych, które trzeba wyprać, co nie należy do przyjemności, później trzeba je wyprasować, wymaglować, to życie spędzasz między pieluchą, pralką a łóżeczkiem. Więc Nobel ode mnie natychmiast.

HappyTV.pl: A czy to, że to Wasze życie przebiegało dalej normalnie, uspokoiło Cię, że ta ciąża nie musi załamać Twojego życia, nie musisz niczego zmieniać?

Katarzyna Obara: Wiesz, co? Ja miałam kiedyś taką naiwna teorię, że dziecko w ogóle nic nie zmienia w życiu. To znaczy, wszystko jest ładnie zaopiekowanie, leży sobie w łóżeczku i pachnie, a Ty wracasz do swoich poprzednich zajęć. Błąd w założeniu. Bo nawet jak masz taką wewnętrzną chęć, to coś ci podpowiada: „Oh, chyba ja bym to zrobiła lepiej.” Ja dopiero niedawno zdecydowałam się na nianię. Po 14 miesiącach. I to taką nianię, którą mam cały czas na oku. Nie, dlatego, że jej nie ufam czy mam złe doświadczania. Tylko cały czas mi się wydaje, że ja to zrobię lepiej. Tak się uczymy siebie nawzajem, żeby jej dać więcej swobody, a jednocześnie żebym ja mogła spokojnie funkcjonować, bo jednak dziecko, które ma 14 miesięcy, to jest go wszędzie pełno. Zwłaszcza, że uczy się chodzić – ma jednego guza, drugiego guza, coś mu się obiło i szklanka mu spadła na głowę. Więc cały czas masz gdzieś tam z tyłu głowy, że zrobiłabyś to lepiej, że dziecko właściwie mogłoby zostać same, ale z własne egoizmu kobiety zostają z dziećmi – nie, dlatego, że dziecko potrzebuje matki w sposób jakiś wyjątkowy… Ja uważam – mam taką teorię, i póki, co moja kolejna teoria się sprawdza – że szczęśliwa mama, to szczęśliwe dziecko. Znaczy do momentu, w którym nie jest dobrze w tej sytuacji, w której jestem, tzn. nie pracuje, zajmujemy się „dziecorem”, wyjeżdżamy itd. – to ona tak odbiera te fale pozytywnie. Ja myślę, że w momencie, kiedy byłby to dla mnie stres, że nie pracuję albo, że muszę siedzieć w domu cały czas to toby się natychmiast na Zuzi odbiło. I wtedy lepiej, żeby zajęła „szczęśliwa” niania, niż zestresowana mama.

HappyTV.pl: Marzył Ci się chłopiec czy dziewczynka?

Katarzyna Obara: Chłopiec… Marzył mi się chłopiec, i przez pierwsze tygodnie nie było wiadomo, jaka będzie płeć. Miałam jakieś takie nieracjonalne przekonanie, że to będzie chłopiec. Właściwie tak sobie wymyśliłam – czemu nie. Nagle się okazało, że będzie dziewczynka, i na początku – szczerze przyznam – tak powiedziałam… Właściwie u mnie w rodzinie są same kobiety – miałam siostrę, chyba właściwie jednego kuzyna w całej dużej rodzinie. I tak gdzieś tego testosteronu w okolicy brakuje (śmiech). Ale teraz, kiedy mam dziewczynkę, to przede wszystkim myślę, że jest to spokojniejszy „gatunek” kobiety, łatwiejszy do „negocjacji”, aczkolwiek jak się kobiecie zajdzie za skórę, też nie jest najłatwiej. Niemniej jednak da się negocjować. I rzeczywiście ona nie miała żadnych takich historii, które mają chłopcy z kolkami, z jakimiś dolegliwościami, które by nie pozwalały nam spać. Odkąd skończyła sześć tygodni życia, przesypia całą noc, i tak jest do dziś. Kładziemy ją o dwudziestej i wstaje o ósmej rano. Tak, po prostu – zegarek.

 

KATARZYNA OBARA

W dziewiątym miesiącu poszłam na imprezę

 

HappyTV.pl: W czasie ciąży ciało kobiety się bardzo zmienia. Twoje też się na pewno zmieniało. Czy zawsze elegancka, fantastycznie ubrana?

Katarzyna Obara: Chcesz zapytać, czy chodziłam w dresach, czy w rozciapcianych kapciach? Powiem Ci tak… Którą historię tu teraz opowiedzieć… Są różne etapy. Rzeczywiście jest tak, że masz ochotę włożyć na siebie worek po ziemniakach najchętniej, albo jakiś inny: „Nie ma mnie w ogóle, proszę się do mnie nie odzywać…” Ale gdzieś tam wewnętrznie, jednak, zostajesz cały czas sobą, i ja pamiętam – ponieważ termin miałam na 7 kwietnia wyznaczony i tak się zaprogramowałam – to jeszcze weekend wcześniej przyjaciele mieli imieniny, inni mieli urodziny i tak dalej… I ja z tym wielkim, 9-miesięcznym brzuchem, na szpilkach, poszłam na imprezę – jedną, drugą… A ludzie pytali: „A ty, kiedy masz termin?” A ja mówię: „Pojutrze” (śmiech). Ale oczywiście, są takie momenty, kiedy chodzisz cały dzień w miękkich ubraniach typu dres albo szlafrok i wydaje Ci się, że to jest jedyny elegancki strój, na który Cię stać. Jak to w życiu… Czy faceci zawsze chodzą w smokingach?

HappyTV.pl: A kiedy chwilę przed porodem patrzyłaś w lustro, na ten swój wielki brzuch? Miałaś ochotę powiedzieć: „Wyjdź, proszę…”?

Katarzyna Obara: „Pojutrze już cię tu nie będzie” (śmiech).

HappyTV.pl: Tęskniłaś do siebie – tej wcześniejszej?

Katarzyna Obara: Do siebie, dla samej siebie. Bo to jednak jest tak, że jesteś inkubatorem w pewnym momencie i nie da się tego przeskoczyć. Jednak dla siebie – dla samej siebie – tęskniłam, tak. Ale wiesz: to nie jest tak, że nagle rodzisz dziecko i wracasz do figury i jest cudownie. To nie jest: „Pff… Stało się…”. To jest później ciężka orka i niestety, czasami na ugorze (śmiech).

HappyTV.pl: Czy mimo to, że wiedziałaś wszystko o porodzie – na pewno mąż Ci też wielu wskazówek udzielał – to bałaś się porodu?

Katarzyna Obara: Nie, bo ja miałam cesarskie cięcie i w ogóle się tego nie wstydzę. Uważam, że kobieta powinna urodzić tak, jak lubi i na co ma ochotę. Gdyby mi ktoś powiedział przed porodem, że jedynym wyjściem jest poród naturalny, to prawdopodobnie nie byłoby dziś Zuzi na świecie, gdyż zabezpieczyłabym się wszelkimi możliwymi środkami zabezpieczającymi. Natomiast zdecydowałam się na cesarskie cięcie – niezależnie od tego, jakie są opinie lekarskie, bo one się zmieniają mniej więcej, co 10 lat. Raz lepsze jest masło, drugi raz margaryna, w zależności od tego, komu bardziej pasuje ta teoria. Ja uważam, że każda kobieta ma prawo wybrać tak, jak ona czuje wewnętrznie. Ja wybrałam cesarskie cięcie, i tak jak mówię: poszłam do szpitala 7-ego o 7: 30, o 9: 00 Zuzia była na świecie – bez najmniejszych komplikacji, z anestezjologiem opowiadaliśmy sobie dowcipy. W pewnym momencie mój lekarz prowadzący (nasz przyjaciel) pokazał mi Zuzię. I to jest taki moment, że tak ci „odchodzi”, i już…

HappyTV.pl: A czy mąż był przy porodzie?

Katarzyna Obara: Nie. Uważam, że to są takie momenty, w których generalnie facet powinien być za ścianą, trzymać kciuki… To jest taka fizjologia, że później jest mało facetów, którzy z uczuciem i przyjemnością patrzą na swoją kobietę. „Reset” tego obrazu, a powiedzmy sobie szczerze – nie jest to zbieranie kwiatków na łące, jest bardzo trudny. I rzeczywiście – to wymaga odwagi od kobiety, ale też i od faceta. Bo to jest rzecz, której jakby na męskim „twardym dysku” nie ma.

HappyTV.pl: Pierwszy krzyk Zuzi. Pamiętasz?

Katarzyna Obara: Po porodzie. Pamiętam…

HappyTV.pl: Co czułaś?

Katarzyna Obara: Właśnie mi ulżyło… (śmiech). A później dowiedziałam się, że jest dziesięć punktów APGAR i że dzidzior idzie do mycia, a my kończymy… Że pan doktor zakłada mi szew „richelieu” (śmiech).

HappyTV.pl: A jak ją zobaczyłaś?

Katarzyna Obara: Pomyślałam sobie, że jest piękna, bo nie jest zniekształcona (śmiech). Wiesz, co? To też jest efekt jakby cesarskiego cięcia. Jeśli jest dobrze przeprowadzone i nie ma komplikacji – bo oczywiście jest to ciężka operacja, już poza tym, że jest to przyjemnie z punktu widzenia ograniczenia bólu – to też efekt jest taki, że dziecko jednak nie jest zniekształcone. No, bo jednak fizjologia jest taka, że przechodzi słoń przez dziurkę od klucza – to nie ma siły, żeby go nie zdeformować. Jest głowa, coś, jest miękka czaszka… Natomiast dziecko po cesarskim cięciu wychodzi prostu, ot tak…

 

Jak wychować dziecko, by spało przez całą noc

 

HappyTV.pl: Rozumiem, że mąż stał za drzwiami i dzwonił do wszystkich?

Katarzyna Obara: Nie – mąż stał za drzwiami, i to jest anegdota, którą opowiadamy zawsze przy okazji spotkań z innymi lekarzami. W szpitalu, w którym byliśmy, nikt nie wiedział, że mój mąż jest lekarzem, bo też jakby nie mówimy: „Dzień dobry, to pan doktor, to jest pani redaktor…”, bo przecież nie o to chodzi… Natomiast mąż czekał w dyżurce lekarskiej, bo tam został zaprowadzony przez naszego przyjaciela. Ja byłam na sali operacyjnej. Nagle przychodzi jeden lekarz, siada, na to wchodzi drugi lekarz i on mówi tak: „Ty, słuchaj, ale Ty miałeś mieć w tej chwili cięcie… Co Ty tu robisz?”. A on mówi – cytuję – „Jakaś franca z telewizji mnie wygryzła”. To ja! (śmiech). Więc mąż czekał w dyżurce i zbierał takie oto „nagrody”.

HappyTV.pl: A kogo poinformowaliście najpierw, kto musiał być tym pierwszym…?

Katarzyna Obara: No to moi rodzice, Maćka rodzice, moje rodzeństwo, najbliżsi… Później była moja przyjaciółka – jedna i druga – bo też mam dwie. I później to już poszło… Później SMS-em „Wyślij do wszystkich” (śmiech) i tak dalej…

HappyTV.pl: A kiedy Zuzia pojawiła się w Waszym domu, to tak… Miała już przygotowany pokój wcześniej?

Katarzyna Obara: Tak, bo ja w logistyce jestem całkiem niezła, więc pokój był gotowy, wszystko było przygotowane, ja od razu – tak jak już wspominałam – od razu wylądowała we własnej kołysce, we własnym pokoju, z własnym małym światem, który od początku poznawała, czyli coś, co jakby miało ją uspokajać przez ileś tam kolejnych miesięcy… I do dziś uważam, że była to świetna decyzja. Że nie śpi z nami, nigdy nie spała przy naszym łóżeczku, nigdy nie spała z nami… Ja, co prawda musiałam wstawać w nocy, iść do jej pokoju, ale to przy tym całym końcowym sukcesie – tego, że ona w tej chwili nie potrzebuje siedzieć przy jej łóżeczku i trzymać jej za rączkę, dlatego, że ona zasypia, ona sobie świetnie radzi, ma swojego misia, ma swój pokój, ma muzykę, której słucha, bo od urodzenia gdzieś tam „plumka” jakaś muzyczka u niej w pokoju. I to są właśnie te efekty, takie konsekwencje – mimo tego, że wiele matek uważa znowu, że to jest „zimny chów”, że to dziecku nie daje potrzeby kontaktu, i tak dalej… Ja uważam, że małe dziecko jest osobnym, istniejącym bytem, które ma prawo do tego, żeby być chwilę ze sobą. I Zuzia rzeczywiście nam to wynagradza, bo tak jakoś przesypia całe noce, więc gdyby nie była nieszczęśliwa, to my byśmy o tym pierwsi wiedzieli.

HappyTV.pl: A czy na początku, jak wróciłaś do domu, to ten sen, który teraz chwalisz, nie niepokoił Cię? Czy przypadkiem nie wchodziłaś do pokoju i nie sprawdzałaś? „Kurczę, nie płacze, nie tak miało być”?

Katarzyna Obara: Wiesz, co? Znowu się przygotowałam. Ponieważ wiedzieliśmy od razu, że ona będzie spała w osobnym pokoju, więc zainstalowaliśmy wideokamerę, taką wideo-nianię, która miała nadzór cały czas na jej łóżeczko i monitor oddechu, żeby wiedzieć, czy oddycha i jak oddycha. W związku z tym, wychodząc z pokoju, zamykaliśmy drzwi, żeby nie miała dyskomfortu tego, że światło nie świeci jej w oczy i kontrolowaliśmy jej „śpiące” życie na przyrządach.

HappyTV.pl: A czy te wszystkie pierwsze jej chwile Cię fascynowały, czy to było coś takiego: „Ja nie wiedziałam, że tak będzie”?

Katarzyna Obara: Wiesz, co? To jest tak. Że najpierw jak dziecko tylko leży, tylko śpi i je, to myślisz: „Jezu… Niech ona czasem, chociaż otworzy oczy, jakiś kontakt… Niech coś się wydarzy…” Jak już to się wydarzy, myślisz tak: „Niech chwyci tę zabawkę w rękę…” Później: „A może by usiadła w końcu, bo ile można tak leżeć, nie?” Później, od usiadła – „Może zacznie raczkować…?” I tak dalej… Więc każdy etap… Czekasz na każdy mały krok. W tej chwili ono chodzi, i se myślisz: „Jezu, co mi przeszkadzało w tym, że ona tylko siedzi?” (śmiech). A teraz ani się obejrzę, a ona jest w drugim pokoju. Więc są takie pierwsze momenty… Pierwsze na przykład powiedziała „tata”, nie powiedziała „mama”. Tatuś jest po prostu wniebowzięty…

HappyTV.pl: Byłaś zazdrosna?

Katarzyna Obara: Tak. Ale sobie to wynagradzałam w inny sposób (śmiech).

HappyTV.pl: W jaki?

Katarzyna Obara: Nie powiem.

HappyTV.pl: A kiedy po raz pierwszy powiedziała „mama”?

Katarzyna Obara: Przedwczoraj.

HappyTV.pl: To jak to zniosłaś?

Katarzyna Obara: Byłam dzielna (śmiech). Podobno jest tak, że dziecko, które się uczy chodzić, jakby zdobywa kolejną nową umiejętność, tak się bardzo koncentruje na tej nowej umiejętności, że wszystkie inne umiejętności zostawia sobie na później. Więc jak teraz opanowała chodzenie, to zdobywa nowe. Ponieważ, jak mówią złośliwi, „T”, czyli „tata”, jest najłatwiejszym do wyartykułowania dźwiękiem, dlatego „tata” poszło pierwsze – tak sobie to tłumaczę.

HappyTV.pl: Zdolna dziewczyna po prostu. Rozwija się prawidłowo…

Katarzyna Obara: Tak. „M” jest trudne. Ale „mama” padło…

 

 

O karmieniu piersią

 

HappyTV.pl: Karmiłaś piersią?

Katarzyna Obara: Nie. I wcale się tego nie wstydzę. Taki był mój wybór. Tak chciałam. Drażnią mnie te nieustające indagowania, że należy to, należy tamto, należy siamto, tego nie wolno, wyłącznie pierś, przez 3 miesiące, sześć, dziewięć, piętnaście, osiemnaście… Nie wiem – może należy – ja ma zawsze takie sprytne zapytanie: „Czy ty jesteś w stanie, po swoich znajomych, stwierdzić, kto był karmiony piersią, a kto butelką? Czy oni są jacyś inni?” Pokolenie moje czy moich trochę starszych rówieśników – wtedy był taki trend właśnie jak z masłem i z margaryną – należało karmić butelką. Bo tak zalecali pediatrzy. Dzisiaj zalecają inaczej – należy karmić piersią. Indywidualny wybór. Mówią, że dzieci nie chorują – te, które są karmione wyłącznie piersią. Nasza Zuzia ma 14 miesięcy, ani razu – odpukać – nie miała gorączki. Ani katar, ani kaszel, nic. W związku z tym, być może jest to wyjątek, który potwierdza regułę, że należy karmić piersią. Ale… Mi było z tym dobrze. Jest też to fajne, że karmisz butelką (tzw. butelkowa mama), że możesz dziecko przekazać z pełną odpowiedzialnością tacie, i tato jest szczęśliwy, że może potrzymać „dzidziora” i nakarmić. Więc nie poddaje się: wszystkim „mamunistkom”, które nakazują karmić do 3roku życia, mówię „nie”.

HappyTV.pl: Czy Ty wszystko robiłaś instynktownie, czy jednak był telefon: „Mamo, pomocy, nie wiem…”?

Katarzyna Obara: Telefon „Mamo, pomocy” był tylko wtedy, kiedy potrzebowałam nagle wyjść, zorganizować coś, dla siebie, bo… Moje życie nie stanęło tylko z tego powodu, że jest Zuzia… Nadal – mam wrażenie – tak samo dbam o siebie, jak dbałam wcześniej. Jeśli nie bardziej – ze względu na to, że jednak po ciąży nie jest to tak, że się wraca do formy…, Więc ta praca ciągle trwa… Natomiast… Nie miałam jakichś takich sytuacji, w których miałam kłopot, ponieważ dziecko nagle jedno oko otworzyło, a drugie zamknęło. Albo nagle spojrzało tak, a nie inaczej, albo się zakasłało. Traktuję ją jak małego człowieka – jeśli czego nie ma ochoty robić, to po prostu tego nie robimy. Jeśli ma ochotę – to, to robimy. Ma prawo do jakiejś małej, na poziomie swojego małego rozumku, decyzji.

HappyTV.pl: Mówisz o kobiecości po ciąży. No właśnie, jak to…

Katarzyna Obara: Pytasz, czy grawitacja mocniej działa? (śmiech). No, więc, rzeczywiście tak jest, że wydaje ci się, że jak już urodzisz, to wkładasz te dżinsy, co tam je nosiłaś 9 miesięcy temu i jest fajnie. Są takie szczęśliwe kobiety, które rzeczywiście: dziecko się rodzi, one wskakują w bikini, w ten sam rozmiar, chodzą po plaży i mówią „wow”. Natomiast tych kobiet jest mało, trzeba to sobie szczerze powiedzieć… Ja w ciąży nie przytyłam dużo, bo przytyłam 16 kilogramów, więc tak: jakbym popatrzyła na swoją wagę, to jednak jest to górna granica normy, ale jednak było to w normie. Natomiast… No… Widok jest raczej opłakany, no, co tu dużo mówić… (śmiech).

HappyTV.pl: Patrzyłaś na swojego męża i mówiłaś: „Kurczę, to przecież nie ta sama ja…”?

Katarzyna Obara: Patrzyłam sobie na swojego męża i sobie myślałam: „Wiesz, co? Lepiej nie podchodź, dla Twojego własnego dobra” (śmiech).

HappyTV.pl: Teraz, od dzisiaj, będziesz spał w salonie…

Katarzyna Obara: Tak – ale nie. Gdyż uważam, że dziecko jest cudownym darem, efektem miłości i jakby zwieńczeniem związku. Natomiast bardzo jakby… Przykro mi się patrzy na te kobiety, które się poświęcają wyłącznie dziecku. Zostawiają męża, partnera, ojca… Jakkolwiek by tego mężczyznę nazwać z boku. Bo to się w końcu zemści. Bo w końcu to dziecko dorośnie, zacznie żyć własnym życiem, a ty będziesz żyła obok faceta, z którym nie rozmawiałaś od dziesięciu lat tak naprawdę. Bo, na przykład, spałaś codziennie w łóżku ze swoim dzieckiem. A facet… No… Mężczyźni są zwierzętami… Przepraszam – samcami… Mężczyźni są gatunkiem, który jest nauczony do tego, by zdobywać. W związku z tym, jak uzna, że leży koło niego kawałek, przepraszam cię, „padliny”, to pójdzie tam, gdzie jest wiesz, świeże mięso.

HappyTV.pl: A kiedy słyszysz komplementy, że wyglądasz pięknie – nawet lepiej, niż przed porodem…

Katarzyna Obara: To po pierwsze mówię: „Dziękuję”, a myślę sobie: „Dziękuję mojej pani Ani, która przychodzi do mnie cztery razy w tygodniu i trzyma bacik nade mną, żebym robiła brzuszki”.

HappyTV.pl: To pani Ania jest Twoją osobistą trenerką?

Katarzyna Obara: Tak.

HappyTV.pl: Czego Ci życzyć?

Katarzyna Obara: Żeby nie było gorzej…

HappyTV.pl: Jesteś szczęśliwa? Jesteś spełniona?

Katarzyna Obara: Boje się zapeszyć… Ale… Jestem blisko.

HappyTV.pl: Dziękuję Ci bardzo. Moim gościem była szczęśliwa, spełniona matka, kobieta, dziennikarka i prezenterka telewizyjna, Katarzyna Obara.

Katarzyna Obara: Czego wszystkim mamom życzę.

 

<< powrót

« poprzedni artykuł następny artykuł »

Skomentuj ten artykuł

Wyraź swoją opinię na ten tego artykułu.



Wasze komentarze (4)

koData dodania: 2012-02-12 18:18:42

złodziejka cudzych mężów i łowczyni facetów z forsą.czemu nie chwali się,że jej mąż ma prawie 60 lat a o rozbicie jego małżeństwa walczyław 7 lat dając się poniżać,i być koczanką żonatego.teraz udaje szczęśliwą i stara się wszystkich o tym przekonać

też córkaData dodania: 2012-01-03 23:44:21

tatuś

ten stary oblech ma już 2 córki.jedna ma prawie tyle lat co obara.ale podobno najseksowniejsza na świecie jest forsa!I o to chodzi.Pozdrowienia od sistrzyczek.pewnie on tą zajmie się tak jak poprzednimi.gratuluję.

córkaData dodania: 2012-01-03 23:41:05

cieszę się,że jest internet bo chociaż tutaj mogę cię tatusiu zobaczyć.\może od z uzi nie uciekniesz tak jak ode mnie .Czemu nie zawiadomiłeś mnie o ślubie.Przecież wiesz gdzie mieszkam i jest oczywiście poczta.Wstydzisz się mnie?.A swoją drogą czy ktoś kto nie kocha swoich dwóch poprzednich córek może kochać następną?Ze wszystkich ludzi na świecie najbardziej kochasz siebie.

obiektywnaData dodania: 2012-01-03 21:56:48

Gwiazda?
Na pewno przykład narcyzmu i egocentryzmu.
Efekt to dobre ciuchy, wygląd i brylowanie, każdy ma swój pomysł na sukces.

Chcesz być na bieżąco?
Zapisz się do naszego newslettera.