WywiadyRSS
Ewa Gorzelak-Dziduch
Ewa Gorzelak-Dziduch, aktorka teatralna i filmowa, szerokiej publiczności znana z seriali „Na Wspólnej” i „M jak miłość”. Żona aktora Zbyszka Dziducha, mama dwóch synów: Franka i Rysia. U młodszego zdiagnozowano nowotwór jak miał niespełna półtora roku. Długotrwałe leczenie syna i przeżycia związane z chorobą zainspirowały ja do stworzenia fundacji „Nasze dzieci”. Obecnie Ewa Gorzelak-Dziduch jest w siódmym miesiącu ciąży.

O porodzie, ciąży i wychowaniu dzieci: Ewa Gorzelak-Dziduch w specjalnej rozmowie dla happytv.pl
Rozmowę przeprowadziła Aleksandra Rudziewicz w październiku 2011r.
EWA GORZELAK O CIĄŻY
happytv.pl: Pani Ewo. Ma pani dwóch synów, którzy są już całkiem dużymi chłopcami. Mają 9 i 11 lat. Teraz trzecia ciąża, trzecie dziecko. Zna pani płeć?
Ewa Gorzelak-Dziduch: Znam. Inna. Dziewczynka.
happytv.pl: A czekała Pani na dziewczynkę?
Ewa Gorzelak-Dziduch: To jest tak, że każdy marzył o tej dziewczynce, ale każdy bał się powiedzieć to na głos. Były w domu zakłady, założyły się moje dzieci ze sobą, czy chłopiec czy dziewczynka, kłócili się ze sobą o wygraną, bo nie wiadomo było, która wygrana będzie lepsza, więc wyszło, że ten który wygra, pójdzie pierwszy na spacer z wózkiem, a ten który przegra, ten pierwszy pocałuje to dziecko.
happytv.pl: W ciąży odczuwa pani jakieś różnice, tam byli dwaj chłopcy a tu jest dziewczynka, czy w ogóle każda ciąża jest inna?
Ewa Gorzelak-Dziduch: Zacznijmy od tego, że ja byłam dziesięć, jedenaście lat młodsza będąc w poprzednich ciążach. Zastanawiałam się, czy to jest wiek, czy to jest inna płeć, bo tamte ciąże były takie bezproblemowe, natomiast tutaj troszeczkę się męczyłam, ponad trzy miesiące. Było mi od rana do wieczora niedobrze, nawet na samą myśl o jedzeniu był odruch wymiotny, ale potem się wszystko uspokoiło i wróciło do normy. Pierwsza ciąża jest zawsze czymś nowym w życiu i być może kobieta się na tym bardziej skupia, bo wszystko to jest nowe. Druga ciąża przechodzi, bo się człowiek zajmuje tym pierwszym dzieckiem i nie ma czasu na zastanawianie się nad tym wszystkim. Natomiast tak sobie myślałam, że teraz dojrzałe macierzyństwo, człowiek będzie bardziej na tym skupiony. Gdzie tam! Wcale nie ma na to czasu. Jest się w ciąży, po prostu się jest.
happytv.pl: Czy w poprzednich ciążach było tak samo, że była Pani do końca aktywna?
Ewa Gorzelak-Dziduch: Z Frankiem trochę krócej pracowałam. Ostatni spektakl zagrałam na początku szóstego miesiąca, teraz grałam na końcu szóstego miesiąca, tak, że miesiąc dłużej. a z Rysiem… ja już nie pamiętam. Wiem, że z którymś grałam jeszcze w dziewiątym miesiącu, jakieś zdjęcia, chyba z Frankiem też to było i dało się ukryć tą ciążę w serialu jakimś. To było filmowanie od tyłu w górę, jakieś chowanie się za poduszką, za torebką. Natomiast przez to, że z Frankiem tak dużo grałam w ciąży, to Franek odziedziczył zamiłowanie do mojego zawodu. W teatrze gra Małego Księcia w „Małym Księciu” i w „Nędznikach”. To nie jest tak, że ja go tam wpychałam. Wręcz przeciwnie. Ja się przed tym broniłam jak mogłam, ponieważ mieszkamy pod Warszawą i nie jest mi to potrzebne, żeby go wozić codziennie i czekać po spektaklu do godziny dziesiątej żeby go przywieźć z powrotem. Co siedzę na widowni, to łzy w oczach. Oczywiście daję mu tam jakieś uwagi, natomiast jak wychodzi do oklasków w tych „Nędznikach”, to jest tak, że już wychodzą wszyscy aktorzy, są już owacje na stojąco, on wychodzi jako ostatni, cała sala stoi, wszyscy krzyczą, biją brawo, ja wtedy bliska płaczu jestem.

O POMYŚLE NA PORÓD DOMOWY
happytv.pl: Jak Pani wspomniała, rodziła Pani dziewięć lat temu, tak? Czy teraz pogłębiała Pani wiedzę, czytała jakie są nowe trendy, co zmieniło się w samym porodzie, możliwościach porodu, a później w pielęgnacji malucha?
Ewa Gorzelak-Dziduch: Prawdę powiedziawszy, mam takie poczucie, że to jest ostatni gwizdek żeby się tym zająć, bo nie wyobrażam sobie porodu bez umówienia się z położną. Sala, wszystko mi jest obojętne, byle mieć położną do której mam zaufanie, która mnie przez ten poród przeprowadzi i dopiero teraz zaczynam się zastanawiać, jak akcja ”Rodzić po ludzku” wpłynęła na szpitale i co się pozmieniało. Wpadłam na pomysł porodu w domu, bo niedaleko wybudowano oddział położniczy i w razie gdyby coś się działo mam możliwość w minutę się w tym szpitalu znaleźć. Niemniej moja cała rodzina jest tym przerażona. Mój mąż mówi, że nie jest jeszcze na to gotowy, ja mówię „to masz jeszcze trzy miesiące żeby się przygotować”. Moje dzieci się cieszą, chociaż by pewnie poszły do sąsiadów na całą akcję, ale tak jakoś sobie myślę, że to jest już mój ostatni poród w życiu i chciałabym go jakoś tak bardziej domowo spędzić. Przy poprzednich porodach nie miałam znieczulenia, bo mój mąż stwierdził z położną „a wytrzymam” i się zastanawiam co tym razem, czy zafundować sobie to znieczulenie, czy wytrzymam.
O powrocie do pracy
happytv.pl: Proszę powiedzieć jakie ma Pani plany po porodzie. Czy szybki powrót do pracy, czy teraz kariera musi poczekać i zostaje Pani z dzieckiem w domu?
Ewa Gorzelak-Dziduch: To jest taki zawód, że się właściwie nie planuje i na pewno chciałabym te trzy miesiące być z dzieckiem w domu i mam opiekunkę, młodą dziewczynę, która mi rozwozi chłopców po zajęciach, więc w razie co miałabym z kim tego dzidziusia na trochę zostawić. Nie mogłyby być to długie przerwy z racji tego, że chciałabym karmić małą, która się urodzi. Z Frankiem byłam ponad rok w domu, z Rysiem trzy miesiące; od razu wystartowałam do pracy, bo zaczęłam grać w „Na Wspólnej” i właściwie mnie nie było całe dnie. Był takim syneczkiem tatusia. A tu jak będzie, tak będzie. Wiem, że marzec, kwiecień, maj, zacznę próby i to będzie znowu spektakl wyjazdowy, więc ona będzie z nami jeździła. Mój mąż też jest aktorem i też w tym gra. Dzieci z nami w tym roku jeździły, jedno grało a jedno jeździło towarzysko jeżeli tylko mogło, nie miało jakiś kolonii albo swoich spektakli. Dla nas to też takie miłe spędzanie czasu, rodzinne przy pracy. Przyjemne z pożytecznym.

O WYCHOWANIU DZIECI
happytv.pl: Każdy rodzic ma jakąś wizję mniej lub bardziej sprecyzowaną a propos tego, jakby sobie wymarzył aby jego dzieci, kim by były w przyszłości. Proszę mi powiedzieć, jakie wartości chciałaby Pani dzieciom swoim przekazać. Czy to się da zaplanować w ogóle?
Ewa Gorzelak-Dziduch: Znaczy trzeba zaszczepić jakiś kręgosłup moralny, by były dobrymi ludźmi, ale to nie jest tak, że się siada i przekazuje jakieś prawdy, tylko dzieci obserwują, jak się żyje na co dzień i w jaki sposób my funkcjonujemy wśród znajomych, wśród bliskich i ten wzorzec jest tak automatycznie przekazywany. Na pewno bym chciała żeby byli dobrzy, szczęśliwi, żeby im się w życiu układało. Natomiast jakie sobie zawody w życiu wybiorą, nawet jeśli się mówi, że ten nasz zawód jest taki niewdzięczny, trudny i często aktorzy mówią, że chcieliby żeby ich dzieci były też aktorami, a my tutaj nie mamy nic do powiedzenia. Jak Franek sobie wybierze taką drogę to sobie wybierze, chciałabym żeby mu się to jak najlepiej ułożyło. Rysio też jest utalentowany, ale on jest bardziej umysł ścisły. Franek jest artystyczny histeryk, a Rysiu taki prawdziwy twardziel.
happytv.pl: Jest Pani zwolenniczką dystansu i takiego zimnego chowu, czy ostatnio modnego trendu chustowania, bliskości i tego, że noworodek musi być cały czas z mamą?
Ewa Gorzelak-Dziduch: Wszystko w granicach rozsądku. Na pewno jestem bardziej za przytulaniem niż za zimnym chowem. Rysiek bardzo długo z nami spał w łóżku, ponieważ ja nie byłam w stanie do niego wstawać w nocy i z własnej wygody go do tego łóżka brałam. Do tej pory bardzo lubi się przytulać przed zaśnięciem. Może przez to, że on był chory i też to było mu potrzebne. Chustę już mam, bo dostałam. Jak moje dzieci były małe, to te chusty dopiero się pokazywały w Polsce. Pamiętam, że taką chustę sobie kupiłam przy Rysiu, ale miałam jakąś taką sztywną i nie bardzo potrafiłam jej używać. Teraz widziałam, że są w sklepie takie bawełniane, mięciutkie, to dziecko się opatula, więc myślę, że to wypróbuję na pewno.
CO ZMIENIŁA W NAS CHOROBA RYSIA
happytv.pl: Jeden z Pani synów, jak miał niewiele ponad rok, dowiedziała się Pani, że jest ciężko chory na nowotwór. Proszę powiedzieć, jest już normalnie rozwijającym się chłopcem, jest zdrowy, co zmieniło w Pani i w Pani rodzinie to doświadczenie?
Ewa Gorzelak-Dziduch: Myślę, że ta choroba ukształtowała charaktery moich dzieci. Rysio od samego początku musiał się zmierzyć z czymś ciężkim, trudnym. Na szczęście był malutki i nie miał świadomości tego czym jest choroba nowotworowa. Starsze dzieci zdecydowanie gorzej to znoszą. Natomiast on, jak źle się czuł, to źle się czuł. Jak dobrze się czuł to się mówiło, że jest zdrowy. Myślę, że przez te jego przeżycia on jest niesłychanie ambitny i taki dążący do celu, nie ma dla niego przeszkód, których by nie pokonał, ze wszystkim da sobie radę. Franek, jako ten starszy brat, niewiele starszy, miał wtedy ze trzy latka – jest niesamowicie wrażliwy, troskliwy, opiekuńczy. Natomiast moje życie zmieniło się chociażby w ten sposób, że powstała fundacja „Nasze Dzieci” przy Centrum Zdrowia Dziecka, gdzie Rysio się leczył i odciągnęło nas to trochę od aktorstwa, bo to nie da się robić tego i tego na 100%, trzeba ten czas podzielić. Na pewno nas to scaliło jako rodzinę, że też musieliśmy razem przez to przejść. Wiele małżeństw się rozpada, przy chorobie takiej ciężkiej dziecka. Mężczyźni często nie wytrzymują tego. To był niesłychanie trudny okres w naszym życiu. Życie takie na dwa domy, jednym był szpital, drugim był dom właściwy. Z Frankiem się mało widywałam, cały czas z Rysiem w szpitalu. Leczenie trwało prawie dwa lata. Od samego początku mieliśmy zdrowe do tego podejście i udało nam się uniknąć takiego parasola ochronnego nad Rysiem, takiego nadmiernego skupienia się nad nim i jego chorobą i dzięki temu, wydaje mi się, wybrnęliśmy z tego cało jako rodzina. Tak jak mówiłam, jak on się czuł dobrze, to było dla nas zdrowe dziecko. Jak czuł się źle, to wiadomo – czuł się źle.

happytv.pl: Jakie są relacje miedzy braćmi? Czy starszy syn nie był zazdrosny o te uczucia?
Ewa Gorzelak-Dziduch: To wręcz przeciwnie, to bardziej Rysiek jest zazdrosny o starszego, to, że temu starszemu tak wszystko się udaje. Rysio też by bardzo chciał występować w teatrze. Natomiast oni bardzo się kochają, chociaż się w życiu do tego nie przyznają. Jak się maja przeprosić, mówię: „Rysiek pocałuj Franka”, albo „Franek, pocałuj Ryśka”, to absolutnie się na to Rysiek nie zgodzi.
MOJA RECEPTA NA ZWIĄZEK
happytv.pl: Rodzina to dzieci w rodzinie i relacje rodziców z dziećmi, ale też chyba taką podstawą i gruntem są relacje między rodzicami. Jaki jest Pani sposób na udany związek?
Ewa Gorzelak-Dziduch: Po prostu się lubimy. Lubimy spędzać ze sobą czas, mnie mąż rozśmiesza – czy ja go rozśmieszam, czy zrzędzę, to trzeba jego zapytać. Jesteśmy dość głośną rodzina, krzykliwą, u nas w domu się dużo krzyczy, głównie chyba ja taka jestem choleryczka. Teraz jak dzieci pojechały, jak Franek pojechał na obóz przetrwania i mówił, że niektórzy rodzice dzwonili i dzieci mówiły, że tu jest obóz koncentracyjny, mówię „Franek...” Nie, mi się tu bardzo podoba, może chodziło o te krzyki które ma na co dzień i jest do nich przyzwyczajony, ale dzięki temu, że się te emocje wyrzuca, to się ich nie trzyma w sobie. Nasze kłótnie trwają bardzo krótko. Dzieci były już odchowane, miały tak już trzy, cztery, właściwie to było tuż po zakończeniu leczenia Ryśka, stwierdziliśmy ze Zbyszkiem, że musimy gdzieś wyjechać i od tego wszystkiego odsapnąć. Wyjechaliśmy na dwa tygodnie gdzieś razem. Tak staramy się co roku tylko we dwójkę gdzieś wyjechać. Czasem wtedy myślę, że jestem wyrodną matką, bo dla mnie jest to taki czas ładowania akumulatorów, wiem, że dzieci są pod dobrą opieką, że gdyby cokolwiek złego się działo ,to by do nas zadzwoniono i nas zawiadomiono i nie mam absolutnie potrzeby sama dzwonić i pytać, co słychać. Natomiast mój mąż wydzwania.
CZAS TYLKO DLA MNIE
happytv.pl: Czy znajduje Pani czas dla siebie, czy kradnie Pani sobie chwile tylko dla siebie, i co Pani wtedy robi?
Ewa Gorzelak-Dziduch: To jest rzadkość, bo na ogół mam jakieś zajęcia nie związane ze mną. Nawet teraz przez to, że mam ten remont w domu, nie mam za bardzo czasu dla siebie. Jedyny czas dla siebie to jak się kładę i czytam książkę. Czasem teraz w ciąży utnę sobie drzemkę. Czasem dla siebie wyjdę do kina z mężem.
happytv.pl: Jakby miała Pani jeden dzień tylko dla siebie, nie mam męża, dzieci, jak by go Pani spędziła?
Ewa Gorzelak-Dziduch: Na ogół to tak bywa, że jak ich nie ma to ja się zabieram za sprzątanie. To jest mój czas spędzony dla siebie. Chociaż bardzo tego sprzątania nie lubię, ale jak nikogo nie ma to najbardziej się można nad tym skupić. Podejrzewam, że leżałabym do góry brzuchem i nic nie robiła.
FUNDACJA „NASZE DZIECI”
happytv.pl: Na czym skupiają się działania fundacji i komu przede wszystkim pomaga?
Ewa Gorzelak-Dziduch: Fundacja „Nasze Dzieci” powstała po leczeniu naszego synka. Pytało się parę osób, głównie rodzice, którzy leczyli swoje dzieci na oddziale. Była pacjentka, psycholog, ksiądz, spotkaliśmy się i założyliśmy fundację. Moim głównym celem, myślę, była taka wdzięczność, głównym powodem, że założyłam tą fundację była wdzięczność za to, że mój synek żyje. Z drugiej strony – poszukiwanie sensu, dlaczego chorował, dlaczego takie dzieci chorują, czemu to ma służyć? Tak sobie pomyślałam, żeby na tym strasznym źle wyrosło cokolwiek dobrego. Sama będąc na tym oddziale dużo doświadczyłam, dużo przeżyłam i miałam taka potrzebę podzielić się z następnymi swoim doświadczeniem. Pomóc im jakoś przejść przez tą chorobę nowotworową dziecka. My działamy na terenie kliniki onkologii Centrum Zdrowia Dziecka – to jest olbrzymi oddział, bo tam się leczą dzieci z całej Polski, codziennie jest około sześćdziesięciu dzieci. Przyjeżdża się na chemioterapię co trzy tygodnie na parę dni, a czasem te proporcje są odwrócone, ponieważ dzieci wikłają się po chemioterapii i są parę dni w domu, a resztę w szpitalu. Takim pierwszym celem naszego projektu było jak umilić i uprzyjemnić dzieciom czas w szpitalu, wolny czas, bo tego czasu jest wbrew pozorom bardzo dużo. Wprowadziliśmy imprezy okolicznościowe, zajęcia plastyczne co sobota, urodziny dzieciom, które są w dniu swoich urodzin w szpitalu. Dzieci podczas radioterapii są w szpitalu sześć tygodni non stop. Zabiegi medyczne mają do trzynastej a potem maja czas wolny. Wprowadziliśmy wycieczki po Warszawie żeby im coś ciekawego w tej Warszawie pokazać, zwłaszcza, że znają tylko Pałac Kultury, Dworzec Centralny i szpital. Żeby tak trochę odczarować tę Warszawę. Potem doszła taka duża wakacyjna akcja „kropla szczęścia” - są to kolonie dwutygodniowe, na które jadą dzieci po chorobie nowotworowej albo będące w trakcie leczenia, i te kolonie maja naprawdę dużą terapeutyczną moc. Dzieciaki nabierają wiary w swoje możliwości, odkrywają swoje talenty, zawierają przyjaźnie na całe życie. Wszyscy są po takich samych przeżyciach i nikt nikomu nie musi nic tłumaczyć. Jedzie z nami lekarz pediatra z oddziału, więc rodzice maja poczucie, że oddają dzieci w dobre ręce.

Wywiad w wersji wideo możecie obejrzeć na www.happytv.pl
Skomentuj ten artykuł
Wyraź swoją opinię na ten tego artykułu.
Wasze komentarze (0)